Z Elą Galoch rozmawiała Krystyna Wiatrowska sekretarz redakcji "Obrzeży".

Od kiedy piszesz wiersze?

Wiersze zaczęłam pisać będąc jeszcze uczennicą szkoły średniej. Początkowo poetkami były moje koleżanki z klasy, a ja tylko im kibicowałam. Wraz z nimi chodziłam na spotkania literackie czy wieczory autorskie. Dopiero w klasie maturalnej napisałam swój pierwszy wiersz. Było to na lekcji języka francuskiego. Niestety nie zachował się ten tekst. Po ukończeniu LO koleżanki rzuciły pisanie, natomiast ja kontynuowałam swoją twórczość. Nie były to teksty dobre, dlatego bardzo często wędrowały do kosza.

Przełomowym momentem było dla mnie spotkanie członków Konińskiego Klubu Literackiego: Leszka Lamenta i Tadka Matusiaka. Dzięki nim zaczęłam pisać z większą świadomością. Wraz z nimi wyjeżdżałam na różne warsztaty literackie m.in. do Gniezna, Wągrowca czy Myślca k/ Starego Sącza. Tam zetknęłam się z profesjonalnymi krytykami i twórcami: Leszkiem Żulińskim, Tadeuszem Wyrwą - Krzyżańskim, Tadeuszem Mocarskim, Aleksandrem Rozenfeldem, Rafałem Grupińskim i innymi.

Dużo także dały mi spotkania w Konińskim Klubie Literackim. Dzięki temu mogłam zadebiutować w "Przeglądzie Konińskim" wiosną 1988 r. Ten rok był szczególny, bo udało mi się wyjechać na wakacje do ZSRR, nie było wtedy jeszcze Rosji. Wyjazd zaowocował głębszym wejściem w problematykę społeczną. Tam zetknęłam się ze światem, którego nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić mieszkając w Polsce. Nigdy nie zapomnę byłego żołnierza walczącego wcześniej na froncie w Afganistanie, który stracił obie nogi. Poruszał się na wózku inwalidzkim. Po tym spotkaniu powstał wiersz "Kim jestem", który został zauważony przez krytyków i znalazł się później w antologii "Co zostanie", Warszawa PAX 1992:

"powiedziałeś mi Sasza
kiedy sprzedawałam dżinsy
chciałbym mieć takie
gładząc granatowy materiał
ale moje nogi zostały na pustyni
pod gruzami slumsów (...)"

Ten tekst w 1988 r. był bardzo odważny, gdyż istniała przecież jeszcze cenzura. Twórcy obawiali się poruszać takie tematy. Od tego wiersza jednak zaczęły się moje pierwsze sukcesy literackie i nagrody na konkursach literackich..
Przełom lat 80 i 90 przyniósł mi kilka publikacji w pismach literackich: Okolice, Warszawa; Ziarno, Chełm; Przegląd Koniński, Konin; Echo Turku, Turek; Czas Kultury, Poznań; Scena, Warszawa.
Lata 90 XX wieku nie były dobre dla mojej twórczości. Rozpadł się Koniński Klub Literacki, nie miałam możliwości publikacji swoich tekstów ani tym bardziej wydania książki.
Turek to prowincjonalne miasteczko na styku Wielkopolski i woj. łódzkiego. Nie docierały tam praktycznie żadne wiadomości dotyczące życia literackiego w Polsce. Moje wiersze trafiały do szuflady. Udało mi się jedynie opublikować parę tekstów w trzech antologiach: "Pokłosie" Biała Podlaska 1993, "Antologia Poezji Konińskiej" Konin 1996, "Samoświetlni" Turek 1999.
Dopiero wejście w nowe tysiąclecie zmieniło moją sytuację. Oknem na świat stał się dla mnie internet.

Jak scharakteryzowałabyś swój styl pisania?

W swoich wierszach poruszam problematykę prowincji. Dla mnie doświadczenie życia w małym miasteczku jest uniwersalnym tematem. Staram się ukazać ten świat bez sentymentów i rozczulania się. W moich wierszach można znaleźć elementy epickiej liryki. Celowo używam słów prostych, czasem wręcz kanciastych, aby jak najdosadniej oddać zaobserwowaną rzeczywistość małego miasteczka. Wydawałoby się, że prowincja to nudny temat do pisania. Jednak gdy przyglądamy się bliżej, mikroświat zmienia się w makroświat.
Tak naprawdę to tu dzieje się bardzo dużo. Świat prowincji potrafi być bezwzględny, nie można sobie na wszystko pozwolić. Nikt nie jest anonimowy. Jednostki wrażliwe często czują się obco. Na prowincji nie ma miejsca na słabość.

Wygrałaś wiele konkursów poetyckich, który z nich cenisz najbardziej i dlaczego ?

Wszystkie konkursy są dla mnie ważne, choć było ich kilkadziesiąt. Cieszy mnie najmniejsze wyróżnienie, gdyż w jakiś sposób moje teksty zostają zauważone. Znam wielu przeciwników konkursów, którzy twierdzą, że konkursy nie wyłaniają najwartościowszych tekstów. Jasne, że ocena krytyków jest w jakimś stopniu subiektywna. Jednak zazwyczaj w jury konkursów nie zasiadają osoby zupełnie nie znające się na poezji. Swoją ocenę nadesłanych tekstów podpierają wiedzą z dziedziny literatury. Przeciwnicy konkursów to ci, którzy nie zaistnieli na żadnym z nich. Na przestrzeni roku byłam laureatką kilkunastu konkursów literackich, powoli tracę ich rachubę. Moje teksty były zauważane w różnych środowiskach, przez różnych krytyków literackich. To w jakiś sposób utwierdza mnie, że idę właściwą drogą.

Jak odebrałaś swoje zwycięstwo w konkursie poetyckim na debiut książkowy XI Nadnyskie Spotkania Literackie?

Bardzo pozytywnie i z niedowierzaniem odebrałam to zwycięstwo. Przyznaję się, ze nie spodziewałam się tej nagrody. Informację o konkursie znalazłam w internecie i w zasadzie miałam jedynie noc na przygotowanie materiałów do wysłania. Siedziałam przy komputerze do rana przepisując i układając wiersze. Okazuje się, że trud opłacił się.
Pod koniec października brałam udział w XI Nadnyskich Spotkaniach Literackich. Zgorzelec zachwycił mnie. W pamięci utkwił mi jesienny park okalający Dom Kultury.
Z dużą podróżną torbą przechodziłam obok drzew, które mieniły się najróżniejszymi barwami. To było bardzo przyjemne doznanie. Sam Dom Kultury także zrobił na mnie duże wrażenie, chyba jeden z najładniejszych w Polsce. Spotkania Literackie były bardzo dobrze przygotowane. Szczególnie zapamiętałam ludzi ze Zgorzelca, którzy wytworzyli przyjemną aurę: Krystynę Wiatrowską, Bożenę Karczewską czy Mariana Szałeckiego.

Do jakiego grona czytelników adresowane są Twoje wiersze?

Myślę, że do każdego grona czytelników. Moje teksty powstają w różnych miejscach, sytuacjach. Gdy idę ulicą, siedzę w kawiarni czy rozmawiam w sklepie.
Sugerowano mi, iż moja poezja trafia do osób dojrzałych, które w jakiś sposób doświadczyło życie. Nie zgadzam się z taką opinią, gdyż w LO w którym uczę, uczniowie sięgają po moje teksty i docierają do nich. Piszę dla ludzi bez wyjątku, chcę się z nimi podzielić tym co jest we mnie najlepsze, można się dzielić wierszem poprzez jego druk.

Czy uważasz, że forma współczesnego wiersza powinna wyglądać jak reportaż?

Myślę, że tradycjonaliści jak również awangardyści przeżyli się. Obecnie trzeba szukać czegoś czego jeszcze nie było, choć mówi się, że wszystko już było. Pozostaje więc umiejętne łączenie tradycji z nowatorstwem. Obecnie dobrze jest widziana epicka liryka jak również liryczna epika. Powoli zanikają granice między poezją i prozą. Chcę tu przytoczyć wypowiedź Andrzeja Zaniewskiego: "W polskiej współczesnej poezji pojawiają się coraz to nowe kierunki i formy, jak chociażby scenariuszowy zapis wiersza, reportaż, nowela poetycka (nie mylić z balladą) czy utwory zbliżone do publicystyki lub eseju."

Na ile istotna jest metafora i symbolika w poezji?

Sądzę, że w obecnych czasach, gdzie poszerza się nasza wiedza z zakresu technicznego i obraz bombarduje naszą podświadomość, mniejsze ma znaczenie metafora, a już tym bardziej symbolika. Przeciętnemu czytelnikowi nie chce się zastanawiać nad symbolami w poezji, nie ma na to czasu i nie jest przygotowany do takiego odbioru literatury. Zresztą taka poezja jest już pewnym przeżytkiem. Trzeba szukać nowych form wypowiedzi poetyckich. Dużo bardziej na czasie jest poezja reportażowa, to wcale nie znaczy gorsza niż ta symboliczna. Zanik kryteriów wcale nie oznacza, że teraz łatwiej pisać wiersze.

Twoi ulubieni poeci i pisarze?

Często sięgam do wcześniejszych twórców takich jak Bruno Schulz czy Baczyński,
a ze współczesnych szalenie podoba mi się twórczość Antoniego Matuszkiewicz, szczególnie jego tomik wierszy "Błękitne przeciwstawienie".

Czy należysz do jakiegoś zrzeszenia literackiego?

Nie należę do żadnego zrzeszenia literackiego. Kiedyś byłam członkiem "Stowarzyszenia Pisarzy Okolice" i Konińskiego Klubu Literackiego.
Zrzeszenia te rozpadły się w latach 90. Dziś nie dążę do bycia w jakiejkolwiek grupie literackiej. Tworzę poza nimi i to jest moim atutem, bo nie wzoruję się na nikim. Jestem indywidualistką, która musi chodzić swoimi szlakami.

Dziękuję za rozmowę.